KILKA MITÓW O RYBACH I OWOCACH MORZA

mityorybach

MIT 1 -Ryby i owoce morza śmierdzą, ich przygotowanie i obróbka jest trudna

Świeże ryby i owoce morza nie posiadają tak zwanego „zapachu rybnego”, pachną wyłącznie morzem. Zapach „rybny” pojawia się dopiero, gdy produkty rybołówstwa zaczynają wchodzić w procesy rozkładu enzymatycznego. W pierwszej kolejności zaczyna rozkładać się krew, więc u ryb, u których krwi jest dużo i odgrywa ważną rolę (np. transport tlenu do tkanek u szybkich ryb, których mięśnie są w stanie ciągłej pracy jak tuńczyki czy makrele) procesy gnilne zaczynają się najszybciej. Kolejnym szybko rozkładającym się składnikiem jest tłuszcz. Im ryba tłustsza tym szybciej zacznie się psuć. Ryby chude o białym mięsie, najdłużej zachowują świeżość.
Przygotowanie ryb i owoców morza, wbrew temu co się uważa, wcale nie jest trudne. Wymaga jednak wprawy i techniki, których w Polsce nam brakuje, z racji na dość sporadyczne kontakty z tymi produktami. Opanowawszy techniki sprawiania ryb czy owoców morza, ich przygotowanie może być nawet szybsze niż mięsa zwierząt lądowych. Obróbka termiczna jest zaś niezwykle krótka! Mając przygotowane kawałki ryby lub owoce morza, czas, jaki muszą spędzić w wysokich temperaturach, jest dużo krótszy niż w przypadku mięsa. To oszczędność nie tylko czasu, ale także energii potrzebnej do wytworzenia i utrzymania ciepła.

 

MIT 2 – Mrożone ryby i owoce morza nie są tak dobre jak świeże

Świeże ryby można poprawnie zamrozić, jeśli będzie to zamrożenie szokowe wykonane chwilę po wyciągnięciu ryby z wody. Ryby można zamrozić z glazurą lub bez. Dla jakości mrożonej ryby ma znaczenie czas, jaki upłynął od zamrożenia (najlepiej jeśli nie przekracza pół roku) oraz sposób, w jaki nastąpiło rozmrożenie. Jedna z najlepszych metod to rozmrożenie przez noc w lodówce w solance. Obecność chlorku sodu w wodzie pozwala komórkom nabrać utraconych płynów poprzez osmozę. Dobrze zamrożona, przechowywana i rozmrożona ryba może być więc prawie tak dobra jak świeża, a niektórzy wręcz twierdzą, że tak samo dobra.

Mrożenie niektórych owoców morza może nawet podnieść ich walory smakowe. Dotyczy to np. ośmiornicy. Powstające w trakcie zamrażania kryształki lodu, rozbijają strukturę tkanek głowonoga, czyniąc jego mięso delikatniejszym. Skorupiaki również dobrze znoszą mrożenie. Zamiast konserwować świeże krewetki związkami siarki, aby wyeliminować problem melanozy, czyli pojawiających się na pancerzach czarnych plam będących wynikiem pośmiertnych zmian enzymatycznych, można je zamrozić, gdy są jeszcze bardzo świeże. Krewetki doskonale znoszą mrożenie, nie tracąc wiele ze swojego smaku ani konsystencji mięsa.  Oczywiście krewetki zamrożone po obraniu z pancerza lub po wstępnej obróbce termicznej (ugotowane na parze), będą posiadały dużo mniej smaku niż te zamrożone w całości i na surowo.

MIT 3 – Ryby i owoce morza są drogie

Wśród ryb i owoców morza są gatunki tańsze i droższe. Z racji na sporą odległość od Polski akwenów, w których produkuje się lub z których pozyskuje się dużo ryb, polskie ceny zawierają wysokie koszty transportu w regulowanej temperaturze. Ponadto jemy mało ryb i owoców morza. Do Polski docierają niewielkie ich ilości, co też wpływa na zwiększenie końcowej ceny. Na rynku można jednak znaleźć ryby, których ceny są często niższe niż innych źródeł białka zwierzęcego (np. śledź), a także ryby w przystępnej cenie, jak łosoś z nie tak odległej Norwegii.
Kolejnym dobry rozwiązaniem jest wykorzystanie ryb słodkowodnych, szczególnie karpi, które w Polsce produkowane są w zrównoważony sposób.

MIT 4 – Ryby i owoce morza pochodzące z połowów są lepsze od tych hodowlanych

Aby dobrze odpowiedzieć na to pytanie, należy skupić się na dwóch zagadnieniach – kwestiach środowiskowych oraz na jakości i bezpieczeństwie żywności, pamiętając, że połowa ryb i owoców morza, które trafiają na nasze stoły, pochodzi z połowów, a połowa z hodowli (akwakultur różnego rodzaju). Zacznijmy od kwestii środowiskowych. Mamy dziś na świecie poważny problem związany z industrialną eksploatacją jadalnych zasobów mórz i oceanów. Hasła takie jak przełowienie, bezrybie lub gatunek na skraju wyginięcia są powszechnie znane i nikt nawet już nie sugeruje, że problem ten nie istnieje. Szczególnie duży nacisk rybołówstwo wywiera na gatunki, które są obecnie modne, i cieszą się dużym uznaniem konsumentów. Są to przede wszystkim ryby duże (tuńczyki, mieczniki etc.) lub głębinowe (karmazyny, halibuty etc.) o długim tempie wzrostu i późno osiągające wiek rozrodczy. Połowy ukierunkowane na te gatunki, i wyrafinowane, często ekologicznie problematyczne techniki połowowe, niedające tym rybom szans ucieczki, szybko osłabiają i tak wątłe już populacje. Świadomy konsument może postąpić na dwa sposoby: zacząć wybierać mało popularne gatunki, na które nie jest wywierana tak silna presja połowowa, lub te, których populacje szybko się odnawiają (niewielkie ryby pelagiczne np. makrele, sardynki, ostroboki).

Alternatywą jest też przejście na ryby hodowlane. Niektórzy jednak zarzucają hodowcom, iż produkują ryby bez poszanowania dla środowiska. Hodowcom zarzuca się również, że hodowle offshore powodują choroby u dzikich ryb. Tutaj należy pamiętać, że aby naturalnie występujące w każdym ekosystemie patogeny (bakterie, wirusy etc.) zaczęły powodować choroby, środowisko i żywiciel muszą być w osłabionej formie. W naturalnym środowisku chore ryby są szybko eliminowane przez drapieżników. W hodowlach narybek jest szczepiony przeciw najpopularniejszym chorobom, ponadto pochodzi z kontrolowanych warunków, ryby są żywione dobrze zbilansowaną i zapewniającą zdrowie paszą, a hodowcy dbają o najwyższe standardy sanitarne i minimalizowanie stresu u ryb, który mógłby je osłabić (np. zapewniając odpowiednie zagęszczenie).

W większości krajów świata profilaktyczne podawanie antybiotyków jest prawnie zabronione (UE i EFTA, USA, kraje rozwinięte), więc informacje jakoby stałym dodatkiem do pasz były antybiotyki jest nieprawdziwa. Ostatnią i być może najważniejszą rzeczą, o której często wspomina się w kontekście ryb hodowlanych, jest to, że akwakultura nie produkuje dodatkowej żywności, a tylko przekształca małe, tanie, dzikie ryby (w postaci paszy), w duże hodowlane. Dzisiaj, w coraz większym stopniu odchodzi się od ryb dzikich jako podstawy pasz ryb hodowlanych. Coraz większy udział w paszach odgrywają algi, ścinki rybne pochodzące z przetwórstwa rybnego czy mączki z owadów. Dobrze zbilansowana pasza jest również wysoce przyswajalna, ma niezbędne witaminy, minerały i kwasy tłuszczowe, powodując, że ryby produkują mniejsze ilości odchodów przekształcając prawie całość spożywanej paszy w tkankę mięśniową. Warto też wspomnieć, że ryby mają najlepszy wskaźnik konwersji paszy w tkankę mięśniową wśród wszystkich zwierząt hodowlanych – kilogram ryby wymaga 1 kg paszy, podczas gdy kilogram wołowiny to już 8 kg paszy. Aby mieć pewność, że ryby hodowlane, które trafiają w nasze ręce, pochodzą z dobrych źródeł, powinniśmy wybierać rodzime europejskie hodowle, lub te, które szczycą się certyfikacją, np. ekologicznej produkcji.

MIT 5 – Ryby i owoce morza zawierają niebezpiecznie wysokie stężenia metali ciężkich (np. związków rtęci) i innych substancji skażających (np. PCB), przez co są niebezpieczne do spożycia

Większość ryb zawiera tak niskie stężenia rtęci, że trudno je wykryć. Problem z podwyższoną zawartością tego metalu dotyczy przede wszystkim starych i zazwyczaj dużych ryb głębinowych z ciepłych mórz, o bardzo długim łańcuchu pokarmowym.

Źródło: kuchnia.wp.pl

PRZEDWIOSENNE OCZYSZCZANIE ORGANIZMU

smoothies

Kochani,  grudzień był miesiącem, w którym większość z nas pozwoliła sobie na większe kulinarne szaleństwa. Może nawet nie tyle kulinarne co żywieniowe 😉 Jednak czas powoli wracać do formy. Tym bardziej, że przed nami jeszcze styczeń i luty, które nie sprzyjają aktywności fizycznej. Mniejsza ilość ruchu, temperatura, która pcha nas w stronę lodówki i robienia zapasów tłuszczyku 🙂 ….czas z tym skończyć!

Możemy zafundować sobie mały przedwiosenny detoks całego organizmu. Idealne będą ferie. Dużo osób ma przynajmniej tydzień urlopu i może sobie pozwolić na ograniczanie węglowodanów i tłuszczów.

Pierwszy etap  polega na stopniowym ograniczeniu pokarmów wysokowęglowodanowych, wysokobiałkowych jak i bogatych w tłuszcze na rzecz spożywania żywności łatwostrawnej, obfitującej w błonnik, antyoksydanty oraz pokaźne ilości witamin i minerałów.

Etap drugi to właściwe oczyszczenie organizmu a trzeci przygotowuje nas na powrót do normalności 😉

Po pierwsze bierzemy rozwód ze słodyczami, alkoholem i wszelakimi używkami. Z jadłospisu usuwamy także:

  • białe pieczywo, słodkie bułeczki,
  • masło, tłuste mleko, pełnotłuste sery
  • cukier, słodycze, kolorowe napoje
  • sosy, tłuste mięso, fast food’y
  • mała czarna i inne używki

Tutaj wchodzimy powoli w etap drugi, w którym to rozstajemy się dodatkowo z:

  • ciężkimi węglowodanami (makarony, kluski,pierogi)
  • tłuste wędliny, pasztet,
  • sól i mocne przyprawy

Zaprzyjaźniamy się z kolei z takimi produktami jak:

  • świeże warzywa i owoce, soki warzywne i owocowe, sok z brzozy czy z aloesu, różnego rodzaju koktajle na bazie wody mineralnej lub odtłuszczonych napojów mlecznych,
  • pełnoziarniste pieczywo bogate w błonnik, siemię lniane, len mielony,
  • odtłuszczony nabiał, mleczne napoje fermentowane, jogurt, biały ser.

 Te produkty to składniki  towarzyszące nam co najmniej przez tydzień na etapie trzecim. Potem stopniowo wracamy do pozostałych pokarmów. Jednak starajmy się unikać produktów wysokowęglowodanowych i naturalnie wszelkich fast foodów.

Bardzo ważne jest aby przez cały czas naszego oczyszczania przyjmować bardzo dużo  płynów. Nie tylko wody mineralnej ale również:

  • sok z brzozy – ze względu na właściwości moczopędne i odtruwające świetnie oczyszcza nasze nerki ze złogów, wzmagając ich filtrację zapobiega tworzeniu się kamieni nerkowych. Sok z brzozy reguluje naszą przemianę materii, działa łagodząco na wszelkie dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego.

Dla urozmaicenia możemy znaleźć sok z brzozy z różnymi dodatkami smakowymi, które stanowią: sok z jabłek, napar z dzikiej róży czy naparem z mięty.

  • wszelakie soki owocowe, warzywne bądź mieszane – bardzo ważne jest to, by były to soki naturalne, wyciskane bezpośrednio z owoców, a nie produkowane z koncentratów, bez jakichkolwiek dodatków (zapachowych jak i smakowych oraz cukru). Przykładem mogą być sok z noni, z goji czy czarnej porzeczki bez dodatku cukrów.
  • sok z aloesu – jako bogactwo witamin i minerałów, świetnie wpływa na witalność naszego organizmu, stan cery, włosów i paznokci. Wspomoże nas we wszelakich kłopotach trawiennych, ochroni nabłonek żołądka i jelit przed kwaśnymi odczynami (reguluje pH w żołądku, łagodząc tym samym zgagę, nadkwasotę , regulując pracę całego układu pokarmowego). Z uwagi na działanie antybakteryjne, antytoksyczne jest doskonałym suplementem podczas oczyszczania organizmu.

Życzymy Wam powodzenia 🙂

PYSZNE RYBKI – JAK JE PRZYRZĄDZIĆ?

ryby

Pyszne i zdrowe mięso ryb można przygotowywać na wiele sposobów: gotować w całości, w dzwonkach, piec, smażyć albo spożywać na zimno

Jak przyrządzić ryby, żeby były najzdrowsze? Najlepiej ugotować je na parze, udusić, upiec na grillu lub w piekarniku (np. w folii) albo usmażyć na patelni grillowej na odrobinie tłuszczu. Tak przyrządzone ryby są soczyste i aromatyczne, lekkostrawne i zachowują wszystkie składniki odżywcze.

Gotowanie

Rybę można ugotować w całości, dzwonkach, w postaci roladek lub filetów.

Całą rybę gotuje się grzbietem do góry na małym ogniu, żeby się nie rozpadła, temperatura wody nie powinna przekroczyć 80°C. Z kolei rybę w kawałkach powinno się gotować na dużym ogniu, wtedy jest bardziej jędrna.

 Ryby morskie zyskują na smaku, gdy gotuje się je w intensywnych wywarach warzywnych z dodatkiem przypraw ziołowych, octu winnego lub soku z cytryny w proporcji łyżeczka octu (soku) na litr wody.

Do ryby ugotowanej pasują sosy gorące (np. holenderski, pieczarkowy, cytrynowy, kaparowy) lub zimne (tatarski, musztardowy, cumberland).

Pieczenie

 Piec można zarówno filety, jak i całą rybę – znakomicie smakuje faszerowana świeżymi ziołami, pieczarkami lub masą rybną. Ryba pieczona dobrze komponuje się z sosem czosnkowym, majonezowym, kaparowym, ostrym pomidorowym oraz z ziołowym masłem. Można też przyrządzić potrawę będącą połączeniem filetów i zmielonej masy rybnej – tymbaliki, babki, zrazy zawijane.

Ryby nadają się na pulpety, pieczeń, medaliony oraz do pizzy i zapiekanek.

Grillowanie

Ryby można grillować w całości albo w postaci filetów, ale ze skórą (skóra ochroni rybę przed rozpadaniem). Większe filety, np. łososia, można wcześniej zamarynować (w oliwie, soku z cytryny lub pomarańczy i ulubionych świeżych ziołach).Ryb lepiej nie grillować bezpośrednio na ruszcie, lepiej użyć folii aluminiowej albo specjalnej siatki do grillowania ryb. Jeśli grillujemy filety, nie trzeba ich obracać na drugą stronę.

Smak grillowanej ryby podkreśli dodatek soku z cytryny, odrobina masła lub dobrej jakości oliwy.

Ryby można jeść na surowo

Surową rybę można jeść nie tylko w postaci sushi – świetnie smakuje tatar z surowego łososia lub pstrąga. Warunek: ryba musi być jak najświeższa.

Smażenie

Smażone, a zwłaszcza panierowane, są bardziej kaloryczne i ciężko strawne (60–70 proc. tłuszczu przechodzi z patelni do ryby). Jeśli już chcesz tak przyrządzić rybę, rób to na oliwie lub oleju rzepakowym, dobrze rozgrzanym – wtedy ryba wchłonie mniej tłuszczu.

Jak pozbyć się zapachu ryb?

Ryby morskie, zwłaszcza śledzie, mają charakterystyczny ostry zapach, którego można się pozbyć:

  • umytą rybę skrop sokiem z cytryny, wstaw na godzinę do lodówki
  • mocz rybę 2 godziny w mleku
  • natrzyj surową rybę ziołami albo obłóż pokrojoną cytryną, selerem lub natką pietruszki i wstaw do lodówki na 1–2 godziny.

Jakie zioła pasują do ryb?

Z rybami komponuje się tymianek, rozmaryn, estragon, kolendra, majeranek, koperek, czosnek i natka pietruszki.

Źródło:poradnikzdrowie.pl

OMLET INACZEJ

omletowe_muffiny

Ostatnio odkryłam i wypróbowałam cudowny sposób na omleta, a w zasadzie sposób na przemycenie dzieciom, warzyw i innych takich – niekoniecznie jadanych przez dzieci produktów.

Ciasto:

  • 2 jajka
  • Pol łyżeczki proszku do pieczenia
  • ¼ szklanki mleka
  • Ok. 2 łyżki mąki
  • Przyprawy (pieprz, sól, koperek, zioła suszone, czosnek granulowany itp.)

Z tych składników musimy uzyskać ciasto omletowe, lekkie i puszyste. Dlatego najlepiej mieszać ręcznie a nie mikserem.

Do foremek na muffiny, posmarowanych lekko tłuszczem nakładamy wedle uznania i upodobań np.: włoszczyznę w paskach, szpinak z czosnkiem, kukurydzę konserwową, groszek, cebulę, wędlinę pokrojoną w kostkę, świeżą paprykę i co tylko podsunie nam wyobraźnia. Na nasz wkład ścieramy troszkę sera żółtego (nie jest niezbędny) i zalewamy naszym ciastem.

Pieczemy w 180 stopniach około 6-10 minut, aż muffinki wyrosną w górę i lekko się zarumienią.

Pyszna kolacja gwarantowana!!!

Zdradzę, że rosną piękniejsze, gdy zamiast mleka dodamy trochę śmietany (zwykłej 12 lub 18)

Smacznego 🙂

JESIENNA DIETA

jesienna_dieta

Dieta jesienna nie tylko powinna dostarczać nam niezbędnych składników odżywczych, ale również rozgrzewać i wzmacniać odporność.

Dieta na jesień powinna dostarczać zdrowych kalorii i rozpieszczać smakiem. Jesienią, gdy spada temperatura, rośnie ochota na słodycze :). Organizm domaga się więcej kalorii, by się rozgrzać. Jednak nie dajmy się tym zapędom i zadbajmy aby to zdrowe posiłki zapewniły naszym organizmom odpowiedna dawkę kalorii nie odkładających się w postaci niechcianych fałdek.

Po pierwsze – rozgrzewające zupy

Zupy jesienne to najlepszy sposób na rozgrzanie się od środka najlepiej aby były dość pikantne, aksamitne i sycące. Taka dieta zapobiegnie napadom głodu na słodycze wynikającym ze spadku temperatury jak i tym, które są wyrazem tęsknoty za słońcem. W diecie na jesień warto przygotowywać zupy z warzyw korzeniowych: pora, cebuli, buraków lub ich mieszanki w naszej lubianej zupie jarzynowej – wtedy dołączamy do nich jeszcze marchew, pietruszkę i selera. Bardzo dobrym dodatkiem do zup jest fasola i soczewica. Ta ostatnia (zwłaszcza delikatna czerwona) świetnie sprawdza się jako zagęstnik. Pamiętajcie nie zagęszczamy zupy mąką!!!!. Wspaniałą rozgrzewającą jesienną zupą jest dyniowa z dodatkiem imbiru. Pysznym i energetycznym ( ale nie zbytni kalorycznym) rozwiązaniem będzie rosół gotowany i na kurczaku i na cielęcinie. Pamiętajmy aby taki rosołek pyrkał sobie co najmniej 4 godziny.

Poza tym makaron, szczególnie pełnoziarnisty jest idealnym uzupełnieniem naszych zup 🙂

Po drugie – ciepłe śniadanie

Jesienią powinniśmy ograniczyć zimne śniadania do minimum, zatem zrezygnujmy z kanapek, musli z zimnym jogurtem itp. Znacznie rozsądniej jest zjeść rano jajecznicę ( niekoniecznie na bekonie 😉 ) –-to propozycja dla tradycjonalistów. Osoby bardziej skłonne do eksperymentów mogą przyrządzać sobie śniadaniowe zupy, np. z płatków owsianych lub mieszanki płatków z dodatkiem suszonych owoców i rozgrzewających przypraw: imbiru, cynamonu i goździków, ze szczyptą chili dla zaostrzenia smaku. Jeśli mimo zmiany diety na jesienną ciągnie cię bardzo do słodyczy, możesz na śniadanie przygotowywać sobie porcje ciepłej kaszy jaglanej z duszonymi jabłkami, rodzynkami, odrobiną orzechów lub migdałów i rozgrzewającymi przyprawami. Kasza jaglana zawiera cenne witaminy B i E oraz minerały, jest zasadotwórcza i nie zawiera glutenu. Ma lekko słodki smak i łagodzi głód na słodycze.

Po trzecie – wspomaganie odporności

Posiłki, które zjadasz jesienią powinny dostarczać nam składników utrzymujących w pełnej sprawności nasz układ immunologiczny. Aż 80 proc. komórek odpowiedzialnych za  tzw. odpowiedź immunologiczną organizmu znajduje się w jelitach. Zatem w diecie powinny się znaleźć  produkty, w których w dużej ilości znajduje się witamina D. Odgrywa ona ogromną rolę w podtrzymywaniu sprawności układu odpornościowego. Jej niedobór powoduje, że słabo działają tzw. komórki niszczące i usuwające bakterie oraz wirus. Jest ważniejsza dla naszej odporności niż witamina C. Witaminę D zawierają tłuste ryby morskie – najwięcej śledź i makrela, o połowę mniej łosoś, jeszcze mniej tuńczyk. Pewne ilości witaminy D są też w jajach i żółtym serze. Witamina C też jest istotna, bo potrzebujemy jej do produkcji glutationu, najsilniejszego przeciwutleniacza działającego w naszym organizmie. Włączmy więc do jesiennej diety bogate w witaminę C produkty: kiszona kapustę, szpinak, owoc dzikiej róży, jagody, owoce cytrusowe oraz kiwi. Witamina A także pobudza odporność, a dostarczą jej marchew, kapusta, brokuły pomidory i papryka. Równie ważnej witaminy : fasola, kiełki, pestki i orzechy. I jeszcze cenne minerały – cynk, selen i żelazo. Żelaza najwięcej zawiera mięso. Posypujmy je natką pietruszki, bo najlepiej wchłania się w towarzystwie witaminy C. Cynk jest w rybach i owocach morza, roślinach strączkowych, pestkach dyni oraz w jajkach i soi. Selen znajdziemy w brokułach.

O tych wszystkich niezbędnych minerałach pisaliśmy już dla Was w artykule:

PRODUKTY DLA ZDROWYCH I SZCZĘSLIWYCH – 8 PROSTYCH ZASAD

 

Na podstawie artykułu Anny Ławniczak

TARCZYCA I DIETA

tarczycaidieta

Olej kokosowy na tarczycę? Ten niewielki narząd jest odpowiedzialny za wytwarzanie najważniejszych hormonów regulujących metabolizm – triójjodotyroniny (T3) oraz, bardziej aktywnej tyroksyny (T4).

Zaburzania dotyczące tarczycy należą do jednych z najczęstszych chorób układu hormonalnego. Co piąta osoba w Polsce przebyła, bądź cierpi na chorobę tego gruczołu. Najczęściej jest to niedoczynność tarczycy, która dotyczy 2% populacji polskiej.

Czasami objawy choroby tarczycy są nieuchwytne. Mogą o tym świadczyć, takie początkowe objawy jak:

  • osoba taka wydaje się tylko trochę bardziej ospała niż zwykle
  • ma zmniejszoną ilość energii
  • jej włosy i paznokcie są osłabione
  • tyje i czuje się napuchnięta

Zwykle zrzuca się winę na stres lub nadmierne obciążenie obowiązkami. Jednak powinien być to sygnał, że należy się przebadać. Badanie jest wykonane z krwi, a wyniki są na następny dzień. Niedoczynność tarczycy dotyka aż 200 milionów osób na świecie, a jedynie 20% z nich jest właściwie leczonych.

Najważniejszą funkcją hormonów tarczycy jest regulacja przemian energetycznych. Wpływają one na metabolizm białek, tłuszczy oraz cukrów, przyspieszając przemianę materii. Prawidłowe wydzielanie hormonów tarczycy ma więc kluczowy wpływ na zachowanie równowagi naszego organizmu, zwanej homeostazą

Olej kokosowy składa się w 60% z średnio łańcuchowych kwasów tłuszczowych(MCT). Zawierają one 8-10 cząsteczek węgla w swojej strukturze, a droga ich przemian w organizmie jest nieco inna niż w przypadku innych kwasów tłuszczowych, o długim łańcuchu (LCT), posiadających powyżej 12 atomów węgla. MCT nie wymagają wstępnej „obróbki”, ponieważ mają krótki łańcuch węglowy, zatem od razu są zużywane przez wątrobę do produkcji energii.

Odwrotnie – LCT, ponieważ wymagają dodatkowej pracy przed włączeniem ich do przemian metabolicznych, są odkładane w tkance tłuszczowej. Dodatkowo spożywanie MCT pobudza termogenezę, a wytwarzanie ciepła związane jest z większym zużyciem energii. Dlatego olej kokosowy naturalnie przyspiesza przemianę materii i zwiększa ilość spalanych kalorii. Ponadto, co stwierdziła grupa naukowców z Japonii, MCT zmniejszają odkładanie się tłuszczów w tkance tłuszczowej.

Pierwiastki, które szkodzą tarczycy

Nie bez wpływu na tarczycę pozostają niektóre pierwiastki, stanowiące elementy naszej diety oraz zanieczyszczenia środowiska. Wśród nich wymienia się nadmiar wapnia w diecie oraz fluoru. Ich negatywny wpływ na ów narząd polega na zaburzaniu wykorzystywania jodu.

Ponadto nadmierna ilość fluoru, który znajduje się nie tylko w paście do zębów ale również w wodzie pitnej, prowadzi do rozwoju fluorozy, która jest najbardziej widoczna jako nieodwracalne odbarwienia na powierzchni zębów

Kadm, kobalt oraz lit i inne metale ciężkie również zaburzają funkcję tarczycy poprzez zakłócenie wykorzystywania jodu i zmniejszanie produkcji hormonów.

Natomiast rtęć, ogólnie uważana za toksyczną również nie pozostaje bez wpływu na tarczycę. Ma to szczególne znaczenie w okresie rozwoju płodowego, gdzie narażenie na rtęć może prowadzić do zaburzenia rozwoju mózgu.

Dzieje się tak, ponieważ wypiera ona selen, zmniejszając jego dostępność dla naszego organizmu. Selen, który jest silnym antyoksydantem ma bowiem ochronny wpływ na tarczycę, gdyż chroni przed jej uszkodzeniem przez wolne rodniki, oraz bierze udział w konwersji hormonów tarczycy. Jest bowiem składnikiem dejodynazy, enzymu odpowiedzialnego za tą przemianę.

Jak zadbać o zdrowie tarczycy?

Pamiętaj o dostarczeniu sobie odpowiedniej ilości jodu. Optymalna ilość dla osoby dorosłej to 150µg/dzień. Bogate w jod są ryby morskie (dorsz, mintaj), oraz sery i produkty mleczne. Przykładowo w 100g dorsza znajduje się aż 110µg jodu, zatem potrzebujesz niewiele ponad 135g by zapewnić sobie dzienną dawkę. Wymaganą ilość zapewnia również 375g makreli wędzonej, lub 154g mintaja. Jodowanie soli kuchennej przyczyniło się do zmniejszenia występowania wola tarczycy. Już 6,5g dziennie pokryłoby całkowicie Twoje zapotrzebowanie (zawartość jodu 2293µg/100g). Jednak pamiętaj – nadmiar soli związany jest z rozwojem nadciśnienia, zatem zbytnie solenie potraw jest niewskazane. W niektórych stanach fizjologicznych, np. w ciąży i w trakcie karmienia piersią Twoje zapotrzebowanie się zwiększa aż do 175 µg/dzień.

Zadbaj o właściwą ilość kwasów tłuszczowych w diecie, przede wszystkim niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT). Nie potrafimy ich bowiem syntetyzować, dlatego musimy je sobie dostarczać wraz z pożywieniem. Tłuszcze dają poczucie sytości na dłużej. Okazuje się też, że to nie tłuszcze, a cukry są odpowiedzialne za tak częste występowanie otyłości. Źródłem „dobrych” tłuszczy są orzechy (przede wszystkim laskowe i migdały), które zawierają również jod. Pamiętaj też o oleju kokosowym – zawarte w nim MCT naturalnie pobudzają metabolizm i pomagają utrzymać prawidłową masę ciała… a nawet zrzucić zbędne kilogramy!

Rusz się! Bez względu na to jak się odżywiamy, nic nie pomaga w utrzymywaniu prawidłowej wagi jak aktywność fizyczna. Ponadto polepsza ona funkcjonowanie mózgu, i ma ochronne działanie przed wieloma chorobami – nadciśnieniem, cukrzycą oraz nowotworami. W trakcie wysiłku fizycznego wydzielane są też endorfiny, które mają pozytywny wpływ na nastrój.

Suplementacja witamin jest bardzo ważna. Witaminy C i E mają właściwości antyoksydacyjne, zatem chronią komórki przed uszkodzeniami wywołanymi wolnymi rodnikami. Dotyczy to nie tylko tarczycy, ale wszystkich innych tkanek. Witamina A współdziała z hormonami tarczycy, umożliwiając prawidłowy rozwój mózgu u płodu, dlatego również w ciąży ważna jest jej odpowiednia ilość (gdyż nadmiar jest dla niego toksyczny). W niedoczynności tarczycy wymagana jest większa ilość β-karotenu(prowitaminy A), ponieważ niedobór jej hormonów upośledza wytwarzanie aktywnej formy witaminy A. Inne witaminy – D, K oraz z grupy B są nie mniej ważne!

Uwzględnij w swojej diecie produkty z istotnymi dla tarczycy mikroelementami – cynkiem oraz selenem. Selen jest bardzo ważny dla konwersji hormonów tarczycy w jej aktywną formę – tyroksynę.

Tych produktów nie może zabraknąć w twojej diecie:

  • olej kokosowy
  • müsli
  • jogurt naturalny
  • miód
  • rzeżucha
  • pomidory
  • kukurydza
  • kapusta
  • orzechy
  • kiełki pszenicy
  • owoce morza
  • jarmuż
  • szpinak
  • dynia, marchew
  • papryka świeża
  • słonecznik
  • buraki
  • soja
  • kasze
  • ryby morskie

 źródło:K.Gurbacka

PRZYGOTOWANIE ŻYWNOŚCI DŁUGOTERMINOWEJ

wekowanie

Wekowanie to bardzo popularna metoda konserwacji żywności. Konserwującymi czynnikami w przypadku wekowania są: odcięcie od dopływu świeżego powietrza zawierającego mikroby/bakterie, wykorzystanie konserwujących właściwości kwasu mlekowego, cukru, octu czy soli.

Urlop pod namiotem, na kampingu czy na kwaterach – nie ma znaczenia – możemy żywic się samodzielnie zabierając ze sobą własne jedzonko. W ten sposób będziemy mieli o wiele więcej pieniędzy na inne przyjemności 😉

Z połączenia właściwości konserwujących z właściwym przygotowaniem weków – możemy otrzymać prawdziwą żywność długoterminową.

Przygotowanie do wekowania:

Słoiki dokładnie myjemy – w miarę możliwości wyparzamy i wcześniej przygotowaną zupę, keczup, leczo, bigos czy wszelkie inne danie – jeszcze gotujące się przekładamy do gorącego słoika. Zakręcamy szczelnie nakrętkę, słoiki odwracamy i właściwie otrzymujemy słoik w którym danie powinno przetrwać kolejnych kilka tygodni (maks. 3). Oczywiście warunkiem dalszego spożycia jest prawidłowe zassanie nakrętki.

Tyndalizacja to 3krotne pasteryzowanie w odstępach ok 24h. Tak więc gdy nasz słoik jest gotowy i wypełniony niemal po brzeg pysznym daniem. Zakrętka prawidłowo się zassała i wszystko przygotowaliśmy jak należy – wkładamy słoiki do garnka z wodą i gotujemy nie krócej niż 45min (zawartość słoików musi się spasteryzować wewnątrz słoika – stąd tak długi czas gotowania. Słoiki odstawiamy na bok do powolnego stygnięcia i następnego dnia powtarzamy czynność. Właściwie po drugiej pasteryzacji niektórzy odpuszczają sobie dalsze procesy – jednak radzimy dla uzyskania 100% pewności – pasteryzuję po raz trzeci.

Tak przygotowana potrawa – również mięsna jest trwała z powodu całkowitego wybicia bakterii wewnątrz przygotowanych słoików. Pierwsza pasteryzacja wybija aktualnie żyjące bakterie. Powolne studzenie i odczekanie 24h daje możliwość rozwinięcia się bakterią ze stadium przetrwalnikowego, po czym wybijamy je drugą pasteryzacją. Trzecia to tak właściwie upewnienie się że w słoiku nie pływa nic co mogłoby nam zepsuć zapasy.

Przechowywanie słoików – jako że prawidłowo przygotowane danie możemy przechowywać przez wiele lat – Jednak co kilka tygodni należy sprawdzać szczelność nakrętek. Nie dobry znak to: wybrzuszenie, wyciek, syczenie itp.

Słoiki możemy przechowywać w piwnicy, szafkach – nie wymagają obniżenia temperatury przechowywania – jednak nie lubią światła.

Tyndalizacja w piekarniku.

Sposób wykorzystywany przez osoby robiące większą ilość słoików równocześnie – zamiast słoiki z daniem wkładać do wody – wkłada się je do piekarnika nastawionego na ponad 130stC – należy odczekać aż zawartość słojów będzie cała przegotowana – czynność powtarzamy przez 3 dni.

Źródło: prawdziwypreppers.wordpress.com

W DROGĘ! Czyli co zjeść w podróży

wdroge

Często zastanawiamy się jakie jedzenie wziąć ze sobą w podróż, jak się do niej jedzeniowo przygotować. Prawda jest taka, że o  kwestii jedzenia w podróży musimy pomyśleć sporo wcześniej. Czasami dobrym pomysłem jest zebranie zapasów, ponieważ nigdy nie wiemy na co trafimy w trakcie podróży, co będzie dostępne na stacjach benzynowych, przydrożnych sklepach czy też w restauracjach, które napotkamy na swojej drodze.

Właściwie sposób podróżowania jest tutaj sprawą drugorzędną. Tak samo przygotowuję się do podróży samochodem jak i samolotem. Kluczowe znaczenie ma czas naszej podróży.

 ŚNIADANIE.

Po pierwsze musimy zjeść porządne śniadanie, czy też inny posiłek bezpośrednio przed podróżą. Powinniśmy unikać picia gazowanych napojów, które mogą powodować później dyskomfort w trakcie długiej podróży w pozycji siedzącej ze ściśniętym brzuchem dodatkowo obwiązanym pasami bezpieczeństwa. Podobnie sprawa wygląda z ciężkostrawnymi potrawami, starajmy się ich unikać.

Na dobre śniadanie przed podróżą polecam np. omlet, super zdrowy i szybki,  czy też bardzo zdrowe i pożywne domowe Muesli, lub fritatę.

Jeśli jednak rano nie będziecie mieli czasu nic zjeść to możecie przygotować wieczorem muesli w słoiku i wziąć ze sobą do samochodu:

PRZEGRYZKI.

Ponadto, najlepiej wziąć ze sobą tzw. „wałówę”. Czyli jedzenie, które uratuje nam życie gdy strawimy już porządne śniadanie, a na horyzoncie nie będzie żadnej alternatywy jedzeniowej.

Orzechy – bogate źródło witamin, jak i nienasyconych kwasów tłuszczowych.

Banany – żelazo, potas, fosfor. I przepyszny smak.

Wafle ryżowe – świetne źródło węglowodanów, niezbędnych gdy trzeba szybko podładować akumulator.

Gorzką czekoladę – bogate źródło magnezu, po zjedzeniu kawałka od razu się uśmiechamy. J

Batoniki z ziaren oraz różne musy owocowe – pamiętajcie aby czytać skład!

Pomidorki koktajlowe – są po prostu pyszne!

Marchewki – obrane i pokrojone w słupki będą naprawdę wspaniałą przekąską.

TREŚCIWE JEDZENIE (OBIAD W TRASIE).

Jeśli wiemy, że na 100% ominiemy  główny posiłek to pakujemy dodatkowo coś bardziej treściwego.  Świetną alternatywą dla wszelkiej maści kanapek są tortille. Możemy zabrać  też w podróż makaron. Trzeba wybrać taki, który smakuje dobrze na zimno i tak naprawdę może być traktowany jako bardziej treściwa sałatka. Bardzo się do tego nadaje np. makaron ryżowy z warzywami. Wystarczy zapakować go w pojemniczek, wziąć ze sobą jednorazowe sztućce czy pałeczki i pełnowartościowy posiłek gotowy.  Świetnym wyborem, choć nie oczywistym są placki np. z cukinii.

PASTY I KANAPKI.

Kolejną propozycją są wszelkiego typu pasty, które możemy zapakować w słoiczek i wyjadać z chrupkim chlebkiem, lub po prostu łyżeczką. Świetnie sprawdzą się – domowy hummus, pasta z bobu oraz bardzo proste w wykonaniu masło orzechowe.

Nie zapominajmy też o kanapkach, które są naprawdę świetną opcją na podróż – łatwo je zapakować oraz skonsumować (nawet w najtrudniejszych warunkach).

Pamiętajcie też o tym by zabrać ze sobą zapas wody. Odpowiednie nawodnienie jest bardzo ważne w podróży, a woda przydaje się też np. do umycia rąk, gdy nie ma innej alternatywy.

żródło : grochemogarnek.pl

CUDOWNA WODA – SPALACZ TŁUSZCZU

woda-droz

Przepis na tą pyszną zdrową wodę poprawiającą przemianę materii oraz usuwająca toksyny z organizmu pochodzi od chyba najbardziej znanego amerykańskiego lekarza Dr Oz:
 
grapefruit – 1 szt
mandarynka – 1 szt
ogórek – 1 szt
mięta – 15 – 20 listków
1,5 litra wody
 
Wszystkie owoce rozgnieć i zalać wodą. Min. 2 godziny powinna woda postać przed wypiciem. Można przygotować sobie wieczorem i pić przez cały kolejny dzień. Kuracja powinna trwać ok 10 dni (można ją powtarzać co kilkanaście dni).
Ważne: Należy pić co najmniej jedną szklankę przed każdym posiłkiem.
 
* Pamiętaj – nie jest to „złoty środek” a jednie (lub aż) wspomagacz procesu odchudzania 🙂

MOC KOKOSA

moc_kokosa

Orzech kokosowy to jeden z najcenniejszych darów natury. Im młodszy jest owoc, tym silniejsze są jego właściwości. Z owocu kokosa uzyskujemy miąższ (zwany tez „bielmem”), sok (zwany inaczej „wodą kokosową” lub „mlekiem kokosowym”) oraz olej kokosowy.

Miąższ kokosowy jest biały i mięsisty. Po jego wysuszeniu otrzymuje się tzw. „koprę”, która składa się w około 70% z tłuszczu, 14% z cukru i 7% z białka. Miąższ składa się głównie z nasyconych kwasów tłuszczowych. Nie są to jednak takie tłuszcze, jak te zawarte np. w mięsie czy nabiale, a tłuszcze o średniej długości łańcucha atomów węgla (8-12 atomów), co sprawia, że są o wiele łatwiej trawione i przyswajalne.

Sok znajduje się we wnętrzu owocu. Woda, zanim dotrze do środka takiego orzecha i stanie się sokiem kokosowym, przemierza długą drogę z gleby, poprzez cały pień, aż do owocu. podczas tej wędrówki jest ona wielokrotnie filtrowana, dlatego nie zawiera żadnych zanieczyszczeń i sprawia, że woda kokosowa jest płynem sterylnym, aż do momentu otwarcia orzecha. Sok z wnętrza młodego kokosa ma niemal identyczny skład, jak osocze ludzkiej krwi. Podczas II Wojny Światowej był on stosowany  jako płyn do transfuzji, stosowany gdy zabrakło krwi naturalnej. Orzech kokosowy jest więc „naturalnym dawcą krwi”. Do dziś stosuje się tę metodę w krajach słabo rozwiniętych. Woda kokosowa łatwo miesza się z krwią i jest szybko przyswajana przez organizm człowieka. Stosuje się ją dożylnie w postaci kroplówek, jako zastępczy płyn fizjologiczny nawadniający organizm i uzupełniający niedobory elektrolitów. Musi jednak być przetaczany wprost z owocu, gdyż tylko wtedy zachowuje swą sterylność. Sok kokosowy jest jednym z najbogatszych źródeł elektrolitów. Zawiera ich więcej niż większość napojów izotonicznych używanych przez sportowców. Zawiera tez więcej potasu niż banany. Zalecany jest przy biegunce, wymiotach i problemach żołądkowych.

Olej kokosowy (masło kokosowe, tłuszcz kokosowy) – olej otrzymywany poprzez tłoczenie i rozgrzanie kopry – twardego miąższu orzechów palmy kokosowej (Cocos Nucifera). Spotykany najczęściej jako rafinowany, odkwaszany i wybielany. W postaci płynnej jest lekko żółty. W temperaturze poniżej 25°C przybiera wygląd przypominający ścięty, biały tłuszcz (stąd nazwany także masłem kokosowym).

Bardzo rzadko występuje w sprzedaży jako olej tłoczony na zimno, który pozostawiony jest jako naturalny, z typowym, kokosowym zapachem, przez co jest bardzo cennym, poszukiwanym i drogim produktem. Rafinowana wersja jest prawie bezzapachowa.

Olej kokosowy stosuje się wewnętrznie, jako lek oraz w kuchni, jako środek spożywczy, a także do użytku zewnętrznego.

Ze względu na swoją stałą postać olej nadaje się do smarowania pieczywa, można także z powodzeniem zastąpić nim masło w pieczeniu. Idealny do smażenia w wysokich temperaturach, nie pali się, nie jełczeje, a dzięki swoim właściwościom smakowym oraz aromacie nadaje potrawom orientalny charakter.

Praktycznie nie zawiera utleniających się kwasów tłuszczowych, co sprawia, że jest bardzo stabilny podczas smażenia w wysokich temperaturach, a do tego jest o wiele zdrowszy od niektórych, bardziej popularnych olejów. Nie każdy wie, że oleje takie jak: sojowy, słonecznikowy lub z orzeszków ziemnych nie powinny być podgrzewane do wysokich temperatur.

Olej kokosowy jest też pierwszym tłuszczem, który nie przyczynia się do budowy tkanki tłuszczowej, a wręcz przeciwnie, pobudza przemianę materii i wspomaga ubytek wagi przy nadwadze.

ZASTĄPIENIE DZIENNEGO SPOŻYCIA TŁUSZCZÓW OLEJEM KOKOSOWYM MOŻE SPOWODOWAĆ SPADEK WAGI O OKOŁO 0,5 KG TYGODNIOWO !

Olej kokosowy ma bardzo ciekawy skład i proporcje składników o wysokiej wartości zdrowotnej.

Skład:

zawiera nasycone kwasy tłuszczowe (ok. 80-90%):
50-60% kwasu laurynowego C12
15-20% kwasu mirystynowego C14
7-12% kwasu palmitynowego C16
5-11% kwasu kaprylowego C8
4-9% kwasu kaprynowego C10
1,5-5% kwasu stearynowego C18
1-1,5% kwasu kapronowego C6

oraz nienasycone kwasy tłuszczowe:
4-10% kwasu oleinowego C18
ok. 2% kwasu linolowego C18
do 0,2% kwasu linolenowego C18

Około połowę zawartości takiego oleju stanowi kwas laurynowy, który w organizmie przekształca się w monolauryn Kwas laurynowy występuje w naturze w dużych ilościach tylko w orzechu kokosowym i w mleku matki, wraz z  którym dostaje się do organizmu dziecka i tam buduje jego odporność od samych narodzin. Ma on silnie bakteriobójcze i wirusobójcze właściwości, niszczy drobnoustroje pokryte otoczką lipidową (zalicza się do nich m.in. wirus HIV, cytomegalowirus, wirus opryszczki, przeziębienia, a także bakteria Helicobacter pylori, wywołująca wrzody żołądka i nowotwory układu pokarmowego). Inaczej niż antybiotyki, które zabijają całą florę bakteryjną organizmu – w tym także tą dobroczynną – monolauryn atakuje tylko szkodliwe wirusy i bakterie.

Kokosy zawierają też kwas kaprylowy, który ma podobne działanie. Zawartość tych dwóch związków sprawia, że olej kokosowy pomaga wzmacniać odporność organizmu, wykazując silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze. Z kolei na powierzchni skóry antybakteryjne i antywirusowe właściwości kwasu laurynowego sprawiają, że znakomicie nadaje się do zwalczania infekcji, wysypek i egzem, a także przyczynia się do leczenia drobnych skaleczeń i mikrourazów skóry oraz łagodzi świąd i ból po ukąszeniach owadów.

Pomaga zwalczyć schorzenie zwane „stopą sportowca” lub „stopą atlety” – uciążliwą, długotrwałą grzybicę stóp. Olej kokosowy może być także z dobrym rezultatem stosowany na cerę trądzikową, wówczas najlepiej działa połączone stosowanie wewnętrznie i zewnętrznie.

W medycynie naturalnej używany jest więc do leczenia bardzo wielu schorzeń i dolegliwości, takich jak: bóle zębów, trądzik, opryszczka, wypryski, egzema, zapalenia i owrzodzenia skóry, syfilis, łysienie, siniaki, oparzenia, kaszel, przeziębienia, gorączka, osłabienie odporności, choroby układu trawienia, wrzody, kamienie nerkowe, bolesne i nieregularne miesiączki, niedobory witamin, astma, osteoporoza i wiele innych.

Olej kokosowy zawiera także naturalne antyoksydanty, które zwalczają wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia się skóry, sprawiając jednocześnie, że staje się ona jędrna i elastyczna. Olej ten stosowany jest również jako lek przy chorobie Crohna (wrzodziejące zapalenie jelita grubego) i przy cukrzycy typu ll.

Nieocenione są też wartości oleju kokosowego w kosmetyce. Olej posiada właściwości nawilżające, może być stosowany na skórę całego ciała, a także jako maseczka lub serum na włosy. Wspomaga gojenie się ran, hamuje pojawianie się plam na skórze, działa łagodząco przy chorobach skóry (egzemy), spowalnia starzenie i opóźnia powstawanie zmarszczek, nawilża i wygładza skórę.

Jako jedyny olej chroni włosy przed utratą protein, dzięki swej specyficznej budowie olej kokosowy jest w stanie wniknąć w strukturę włosa i dokładnie go nawilżyć, dzięki czemu włosy stają się miękkie, lśniące i mocne. Stosowanie na skórę głowy wzmacnia cebulki, zapobiegając wypadaniu włosów. Zwiększa ukrwienie skóry i pomaga w walce z łupieżem. Można stosować jako maseczkę na całą długość włosów (a także skórę) przed myciem, lub nałożyć na same końcówki, aby zapobiec ich rozdwajaniu.

źródło: planetazdrowie.pl